Czy możemy jeszcze powstrzymać wzrost globalnej temperatury poniżej 1,5°C? To pytanie, które powraca co roku, gdy UNEP publikuje Emissions Gap Report – flagowy raport analizujący różnicę między tym, jak bardzo powinniśmy ograniczyć emisje gazów cieplarnianych, a tym, co realnie robimy jako społeczność międzynarodowa. EGR ukazuje się zawsze tuż przed kolejną Konferencją Stron (COP). Jest punktem odniesienia do stanu globalnej woli politycznej. EGR nie mówi nam niczego abstrakcyjnego ani odległego. Mówi o nas. O tym, co robimy i czego wciąż nie robimy.
„Emissions Gap Report 2025: Off Target” przynosi dwie wiadomości. Jedna z nich może wydawać się pozornie uspokajająca: przewidywane ocieplenie na koniec stulecia jest dziś szacowane niżej niż w raporcie z 2024 roku. Raport EGR2025 mówi, że jeśli krajowe zobowiązania klimatyczne (NDCs) złożone przez państwa w ramach Porozumienia Paryskiego zostaną w pełni wdrożone, globalne ocieplenie wyniesie około 2,3–2,5°C, zamiast 2,5–2,8°C prognozowanego rok wcześniej.
Przewidywany nieco mniejszy wzrost temperatury
EGR2025 informuje, że w scenariuszu opartym jedynie na obecnych politykach, bez dodatkowych starań, temperatura wzrośnie o około 2,8°C, zamiast prognozowanego rok wcześniej 3,1°C. Zmiana jest – choć niewielka, a część tej poprawy wynika z aktualizacji przyjętej metodologii. Co więcej, wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Porozumienia Paryskiego w 2026 roku, podniesie prawdopodobnie te wartości ponownie (przewiduje się, że o 0,1°C). Innymi słowy: postęp jest, ale niezauważalny.
Druga wiadomość jest znacznie trudniejsza do przyjęcia. Utrzymanie wzrostu temperatury do 1,5°C – celu, który stał się symbolicznym minimum bezpieczeństwa dla ludzi i ekosystemów – jest nadal możliwe. Wiąże się jednak z koniecznością redukcji emisji o 55 proc. do 2035 roku względem poziomów z 2019. To wymagałoby natychmiastowych i bezprecedensowych działań, szczególnie ze strony państw G20, które odpowiadają dziś za 77 proc. globalnych emisji. Tymczasem, większość gospodarek nie jest nawet na ścieżce realizacji wcześniejszych celów na rok 2030. Nie mówiąc już o ambitniejszych zobowiązaniach na kolejne lata.
Raport podkreśla, że „świat niemal na pewno przekroczy próg 1,5°C” w najbliższej dekadzie. To przekroczenie (overshoot) może być krótkotrwałe, jeśli natychmiast zintensyfikujemy wysiłki, ale powrót do poziomu poniżej 1,5°C będzie wymagał masowego wdrożenia usuwania CO₂ z atmosfery. Zarówno naturalnego (np. odtwarzanie ekosystemów), jak i technologicznego, które jest wciąż niedojrzałe, kosztowne i obarczone niepewnością.
Jednocześnie raport pokazuje coś ważnego: mamy narzędzia. Dekada od przyjęcia Porozumienia Paryskiego przyniosła gwałtowny rozwój energetyki wiatrowej i słonecznej, spadek kosztów technologii niskoemisyjnych oraz rozwój ram prawnych i instytucjonalnych. Paradoks dzisiejszego momentu polega więc na tym, że wiemy, co i jak robić, ale brakuje nam politycznej woli.
Jak czytamy raporty i co się dzieje w naszej głowie?
Sposób, w jaki odbieramy komunikaty o stanie klimatu, jest równie ważny jak same treści tych komunikatów. W doniesieniach prasowych po publikacji EGR2025 często pojawiała się fraza: „świat prawdopodobnie nie zatrzyma ocieplenia na poziomie 1,5°C”. Choć jest ona literalnie poprawna, niesie ze sobą psychologiczny ciężar dystansu. Teoria dystansu psychologicznego wyjaśnia, że im bardziej problem wydaje nam się odległy – czy to w czasie, w przestrzeni, w odpowiedzialności, czy w sposobie przedstawienia – tym mniej jesteśmy z nim związani emocjonalnie i tym mniejsza jest nasza gotowość do działania. Kryzys klimatyczny często przedstawiany jest właśnie w taki sposób: „do końca stulecia”, „o dwa stopnie”, „świat nie zdoła…”. To język, który oddala, zamiast przybliżać. Zamiast pobudzać zaangażowanie, działa jak mgła – rozmywa relację między tym, kto jest zagrożony, a tym, kto ma działać.
Katastrofa zamiast mobilizacji
W konsekwencji, raporty które mają nas mobilizować, stają się serialem katastroficznym oglądanym z fotela. Gdy raport mówi, że „świat nie zdąży”, należy czytać to jako: MY nie zdążymy, jeśli teraz MY nie zmienimy sposobu działania. Częścią tego równania jest również każde „ja” – ja jako obywatelka czy obywatel, wyborczyni czy wyborca, pracownica czy pracownik instytucji, konsumentka czy konsument, członkini i członek wspólnoty.
Raport jako wezwanie
Emissions Gap Report nie powstał po to, by opisać koniec świata. Powstał po to, by zakwestionować samozadowolenie. Ma niepokoić, ale nie paraliżować. Ma wymagać wysiłku, ale nie odbierać nadzieję. Mamy już dowody, że zmiana jest możliwa: technologicznie, ekonomicznie, kulturowo. Potrzebne jest tylko jedno – podtrzymanie wiary, że działanie ma sens, nawet gdy skala wyzwania jest ogromna.
Jeśli więc pytamy: czy możemy jeszcze powstrzymać ocieplenie? – pytamy tak naprawdę: czy potrafimy działać razem? Wbrew zmęczeniu, polaryzacji i cynizmowi. Nie ma dziś większej próby dla globalnej solidarności.


